Towarzyszy mi ostatnio jakiś kompletny brak weny…
Albo coś w rodzaju braku głębszych, niezalatujących płycizną procesów myślowych.
I w ogóle wszystko jakieś takie rozmyte…
Zimne…
Mroźne…
Szare i przerażająco nudne…
Po za kółkiem teatralnym u Pałosza nic się nie dzieje…
Albo to ja stoję w martwym punkcie ludzkości…
Jutro poprawa z matematyki …
Nauki powszechnie znienawidzonej przeze mnie, ostatniego ŚCIERWA…
Niby takie logiczne, a kompletnie pozbawione sensu…
Nieprzydatne humaniście…
Bo czy idąc do LIDLA, Kaufa, czy Biedry stojąc w kolejce będę wyliczać jakiś trójmian kwadratowy
Potocznie zwany DELTUNIA…?
No raczej słabo to widzę.
Przeraża mnie moja niewiedza matematyczna, w której tkwię odkąd tylko sięgam pamięcią
I pomaga mi tylko coś, co ma bardzo niewiele wspólnego z algebrą, jakieś akwaria…
Osobne akwaria…
Z pływającymi rybkami…
___________________________________________________________________________________
Abstrahując od królowej nauk…
Poznałam dziś pewnego człowieka, ma na imię Artur
Lubię imiona na „A”.
Do niedawna znałam go tylko z jakże barwnych opowiadań.
Intrygująca postać…
Pewnie nigdy tego nie przeczyta, bo jak sam stwierdził komputery to dla niego czarna magia, chociaż nie wiem ile w tym prawdy…
Bo nie mogłam go rozgryźć kiedy kłamał, a kiedy mówił prawdę…
I oznajmił mi, że nie znam się na ludziach...
I to był ten moment, w którym dowiedziałam się o sobie czegoś nowego.
Swoim specyficznym sposobem bycia przypomina mi romantycznego bohatera
Na przywitanie pocałował mnie nawet w rękę.
I całkiem zdawał się mnie zauważać…
Było w nim jeszcze coś dziwniejszego, a mianowicie
Wewnętrznie się go obawiałam…
A najbardziej tego, że jego umysł okaże się bystrzejszy od mojego.
Wspominał coś o wierszach, że czyta, że pisze
I jakby tego było mało gra na puzonie….
Jeszcze dziwniejsze od mojego lęku, był fakt, ze podobała mu się moja gra…
Możliwe, ze mnie podpuszczał, faceci częściej niż często mają w zwyczaju podpuszczać…
W takim razie dałam się doszczętnie podpuścić, bo był nad wyraz wiarygodny…
Ostatnim zdarzeniem z życia Vereny Clu to dojście do wniosku, że...
Aktorstwo nie jest dla mnie.
PS Dominika, wiem, że czasem wchodzisz i czytasz...Dzięki za matmę i za akwaria i za rybki :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz