Odrobina refleksji.
Odrobina wspomnień.
Wytartych z kurzu...
Zamykamy pewne rozdziały w losowych ścieżkach, by hermetycznie zamknąć się i uciec od przeszłości. Przynajmniej ja zawsze tak robię. Chowam się do skorupy i nikomu nie daję kluczy. Skorupa jest rozmiarów dużego pudełeczka po tic-tacach . I tam wszystko wspominam, przetrawiam, filtruje. To takie malutkie miejsce zamieszkania mojego wewnętrznego, głęboko skrytego samotnika. Samotnik nie jest brzydki, ani ładny. Jest raczej przeciętny, za to posiada pamięć idealną. Pamięta wszystkie doznane i wyrządzone krzywdy, a imiona i nazwiska poukładane w kolejności alfabetycznej. Jest małomówny, lubi słuchać starych upitych sentymentalizmem piosenek, których ja słuchałam, gdy zapisywał się dany rozdział.
Stary rozdział otwiera się… znajduje jakieś świeże źródło z punktem odniesienia do przeszłości. Lękam się tego… rozumiejąc zbyt mało i ponownie przyglądając się zakurzonym błędom. Ogarnia mnie żałość, na myśl, że mogłabym popełnić je po raz kolejny.
Rodzi się wniosek „Nie uczę się na błędach” w następstwie narasta we mnie strach przed starymi rozdziałami. Mój żywot pełen jest ostrych zakrętów, lekkich wzlotów i ciężkich upadków, po których zbieram się zwykle dłużej niż zwyczajny śmiertelnik, zatruwając życie najbliższym, następnie zamykając się w skorupie i udając, że wystąpiła znaczna poprawa. Można to określić terminem „ Teatr życia”. Opanowałam go już do perfekcji, samotnie ustalając jego zasady i zastosowanie. Zamykam się, tak po prostu, bez głębszej argumentacji i bezpodstawnego uzasadnienia, a przy tym wszystkim towarzyszy mi jakiś ból wszechobecnego istnienia, niczym z życia romantycznego bohatera. Jestem wybita jak palec po koszykarskiej grze z rytmu mojego porządku duchowego, a harmonia zostaje zaburzona. Mój mur bezpieczeństwa zostaje zdewastowany. Nie potrafię wyzbyć się tych wszystkich uczuć, dobrych i złych. Kalkulując zestawiam teraźniejszość z przeszłością. Teraźniejszość ubrana jest w eleganckie koszule z idealnie dobranym każdym detalem. Przeszłość krótko-ściętą dziewczyną z dość specyficznym charakterem. Analizując stare rozdziały za trzy tysiące pięćset pięćdziesiątym ósmym razem dostrzegam definicje życiowych wyborów, zysków, strat i szans. Szans, które karmią nas ludzi każdego dnia , posypując nadzieją. Życie daje nam miliony małych szans i kilka ogromnych.
A my ile dajemy samym sobie? Ja więcej niż miliony.
A innym… Tylko dwie.
To mało… Zbyt mało.
Maluteńko.
Mam dla was jeszcze coś dla ucha
Ewentualnie może być też dla brzucha...
W ruch mogą iść również serca
http://www.youtube.com/watch?v=hm81xtQdV60
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz