Piękny słoneczny dzień nam się szykuje w Pabianicach. Aż chce się wstawać i ruszać świat.
Ja zaraz wyruszam do szkoły, ale zanim podzielę się z wami moją weną twórczą. Napisałam to jakiś czas temu...
I udowodniłam sama sobie, że Pabianice nie są takie złe jak mi sie wydawały...
Zapraszam w podróż oczyma wyobraźni po moim skąpanym dziś w słońcu mieście.
A po południu polecam spacer po parku na złapanie oddechu.
3majcie się Poniedziałkowicze !
Śle wam uśmiechy moim aparatem ortodontycznym...
I życzę po prostu....
Miłego dnia ! :)))
„ Pamiętniki Pabianickie ‘’
Patronko II Liceum Ogólnokształcącego w
mych rodzimych i pachnących jesiennym dziś dzień deszczem Pabianicach. Jadwigo
z olejnego portretu, co spoglądasz na mnie z dumą. Rozpalasz we mnie aurę
poetyckiego natchnienia. Skłaniasz bym
na stronice historii pabianickiej ziemi spojrzała i rozpłynęła się niczym z
obłoków strącona. Spoglądam zatem i widzę oczyma wyobraźni…
Historię pabianicką, która ma swe źródło u
niewielkiej osady nad rzeką spokojną i cichą płynącą półszeptem co od dobrej
dziewki Dobrzynką została nazwana.
Gdy pędrakiem byłam, babulina naleśniki
smażąc legendy mieściny mi opowiadała, a brzmiały one ciekawie i smutno
zarazem.
Dawno, dawno temu przed dziejami naszymi,
żyła tu ponoć księżniczka, a imię jej brzmiało Pabjanka, ludzie powiadali, że z
komnaty swego zamku rzadko wychodziła, a jeśli już to nocą ciemną, bo niczym
nocka listopadowa szpetna była…Piękna zewnętrznego pozbawiona złote serce miała
dla poddanych, a wiara chrześcijańska od stóp do głów po niej spływała. Biedulka
tunelem łączącym zamek z kościołem św. Mateusza chodziła, by w modlitwie się
zanurzyć i o brzydocie swej nie myśleć.
Chcąc nie chcąc legendzie tej wierze, gdyż
w tunelu pod zamkiem byłam , sprawdziłam- istnieje naprawdę!
Pabianice i ich murowane dziś kamienice
nazwę swą zawdzięczają właśnie tej księżniczce.
Idąc dalej ścieżką liści złocistych,
poprzez chodniki szare i wyboiste rozpościera się przede mną targowisko
mgliste…
Siwy starzec pojazdem konnym wjeżdża, słychać
odgłos stukających końskich kopyt, huk…gwar ludzi…
Kupcy, handlarze, rzemieślnicy po jednej i
po drugiej rynku stronicy. Kobiecina charakterna pantofle skórzane sprzedaje.
Młodzieniec krzyczy głosem męskim i donośnym niczym z sejmowej mównicy:
„Kupujcie
Pabjanki i Pabjaniczanie świeże bułeczki na śniadanie! „
Ktoś stuka,
ktoś puka ludziska przemieszczają się drepcząc od stoiska do stoiska. Tu
ogórki, tam kapusta, czasem do kupienia elegancka chusta. Stary rower kołem
dzwoni, handlarz złodziejaszka goni i krzycząc : „Złodzieju, hultaju, wracaj
czym prędzej! „ – A to wszystko zawdzięczamy krakowskiej potędze- Kazimierzowi
Wielkiemu, który tej mieścinie pabianickiej nadał wtorki i piątki jako dni
targowickie. Tradycja ta trwa po dzisiejsze czasy… nadal słychać tu wtorkowo-piątkowe
hałasy.
Podążam coraz to dalej i głębiej też
zaglądam…
Przebijam
się ulicą Zamkową przez miasto stare. Podziwiam budynki, fabryki ceglane, takie
zapomniane przez wszystkich lata świetności miasta schowane na dnie serca. Kiedyś
tętniące życiem, dziś jedynie tandetą jaskrawo błyszczące. Wpisane w sławę
miasta tego.
Przenikam myślami mury , przesiąkam ich
specyficznym fabrykanckim zapachem. Wtem dostrzegam komin ogromny,
czerwono-białe pasy malowane kłaniają się ku niebu.
Ach, te przestarzałe pabianickie
manufaktury. Tak bardzo urokliwe. Budzące sentyment rozwoju miasta tego. Potęgą
wełny i bawełny niegdyś były. Przemysł, przedsiębiorstwa, interesy…
Trach, bum,
nie ma ! Przed laty z hukiem upadły, odbijając się echem pustych zimnych murów.
Zostawiam
upadłych fabrykantów. Zmierzam ku kościołowi w nadziei na ujrzenie złocącej
Parku Słowackiego zieleni. Uradowane oczy moje, widzą kasztanowca,
szczęściarz owoce dojrzałe zrzuca na
ziemię co by lżej mu było. Liście suche pod obcasem szeleszczą przytulnie,
wiatr zamiata ścieżki i ulice. A ja
siadam na ławeczce pod grabem pospolitym, co zawsze otuchy mi dodaje. Wyciągam ponownie z torby „ Pamiętniki
Pabianickie” spod pióra babci mojej. I czytam myślą głośną historii przebieg
idący głęboko w krwiobieg.
II Wojna Światowa straceńców pora…
Strzelanina w Parku Wolności.
Trzystudwudziestu żołnierzy poległych w lesie , walczących ostatkiem
godności i duszy, aby nie splamić pabianickiego honoru cierpiący katuszy. Krwią
zalani, pod tymi wysokimi drzewami, jeden na drugim pogrzebani. Leśne to
cmentarzysko „ Strzelnicą” zwane.
Dudni mi w uszach dźwięk pistoletu i
nagła cisza, brak jakiegokolwiek oddechu… w grozie tych czasów nawet ptak
śpiewać przestaje. Brzmi przeraźliwie jedynie melodia wojenna. Idą zabijać
młodzieńcy przystojni w imię swojej ojczyzny małej, broniąc miasta mury, każdą
dzielnice i pabianicka okolice.
Studiując dalej pożółkłe stronice malują
się szyny srebrzyste, a po nich przez środek ulicy biegnie tramwaj rozpalony i
ugięty pod ludności ciężarem. Starcy zmęczeni wracają z rynku z zakupionym rano
towarem. Jedni wysiadają, drudzy jadą dalej w tej podróży zatraceni.
A ja mijając resztkę zieleni wracam do
babcinej sieni, by pamiętnik oddać. Nachodzą mnie myśli o Pabianicach, ale nie tylko
o nich istnieją przecież inne miasta. Piękniejsze i brzydsze. Ciekawsze i mniej
interesujące, lecz moje Pabianice to bliscy przyjaciele i rodzice. Ciągłe
zgłębianie historii i ucieranie nowych ścieżek życia. Pielęgnowanie sercem
patriotyzmu regionalnego i tworzenie czegoś wartościowego. Apeluję, kochajmy swoje miasta miłością
szczerą i bezgraniczną. Zapisujmy w młodych umysłach i zaszczepiajmy w nich
cząstkę siebie. Pabianice- maleńka ojczyzna z bramą dla marzeń otwartą.
Wiecie co
zrobię, gdy zostanę sławna? Przywrócę lata ich świetności. Rozsławię na nowo,
zrobię coś dobrego. By wszyscy o tym miejscu usłyszeli, bo ukształtowałam tu
siebie. Dusza moja tutaj na zawsze pozostanie, a serce w grobie przy matce
zostanie złożone. Ze świata wielkiego wrócę do korzeni, tu gdzie pabianickie
rosną kasztany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz