Wygrzebany z szuflady stary wiersz...
Wtorkowy wieczór...
Mam wszystko gdzieś...
***
Gdzie są te lata, kiedy marzyłam?
Przecież bez marzeń człowiek umiera…
Może ja już umarłam ?
Leżę już w ciemnej trumnie, która gnije zmoczonej ziemi ?
A moje serce pochłonęła głębia zranionej duszy ?
Po twarzy ze starannie zrobionym makijażem pląsają robale, które maja podziemny bal…
A moje kiedyś delikatne policzki
To ich parkiet
One wirują, w takt walca
Bawią się w najlepsze na mym martwym zimnym ciele?
Jestem bezwładna
Tak beznadziejnie bezsilna
Czuję jak bardzo pragnę zmienić pozycje
To leżenie na wznak już mnie znudziło…
Ale nie mogę, bo przecież jestem już tylko martwą materią
Przerażajace…
Że mam wciąż tą sama zniewieściałą mimikę twarzy
Nie namaluję już żadnej emocji
I nie wydam żadnego westchnienia
Jestem emocjonalnym zużytym tchem, bez wybrzmienia
Nawet cichego…
Nie mam już niczego…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz