Strony

niedziela, 19 stycznia 2014

Verena i Tomasz Bezdomni


Siedzę i czytam.
Siedzę Leżę i czytam.
"Ludzi Bezdomnych".
I tak rozkminiam Tego Judyma
Żal mi go.
Żal ściska dupę.
Bezdomny Tomasz, który nie odnalazł swojego miejsca we wszechświecie.
Dociera do mnie, ze nie jestem lepsza.
Bo niby w czym?!
Tak samo bezdomna.
Tak samo samotna.
Tak samo niezrozumiana.
Tak, Panie Tomaszu, jestem bezdomna tak jak Pan.
I nawet nie ma w tym nic dziwnego, ani zaskakującego.
Może bardziej smutnego i przykrego.
Przykro, że nie ma tu ani jednej osoby, ani jednej rzeczy,
Która byłaby trzymającym mnie korzeniem.
Są tylko jakieś ułamki osób i rzeczy
Nie lubię ułamków, ani niczego co jest matematyczne.
I nic, tak ogromnie NIC mnie tu nie trzyma.
Więcej mną chwieje
Więcej przewraca.
Zatrzaskuję drzwi przed nosem wszystkim tym, którzy czegoś ode mnie oczekują.
I pragną oprawić w złote ramy.
Nie mam zwyczaju spełniać cudzych marzeń.
Już NIE.
To nas trochę różni z Judymem.
On ślepo wierzył, że zmieni świat i ludzi w nim żyjących.
W przeciwieństwie do niego od pewnego czasu nie kroczy już przy mnie wiara w ludzi.
W możliwość uratowania świata.
Tak, straciłam wiarę w ludzi.
Zapewne niewiele ich to obchodzi.
Patrzę z niedowierzaniem na to co mnie otacza, co mnie choć odrobinę dotyczy.
Za moment znów jakaś wyrodna matka zabije dziecko, twierdząc, że wyślizgnęło jej się z rąk.
Przywiążę sznurem do drzwi.
Schowa do szafy.
Mam ochotę wejść do słoika po Nutelli .
Przylgnąć do jego ścianek.
I zlizywać czekoladę.
Czekolada nie robi nikomu krzywdy.



poniedziałek, 13 stycznia 2014

Umarła




Umarła...chociaż była zdrowa
Umarła...chociaż była mądra
Umarła...chociaż była piękna
Umarła...chociaż była błyskotliwa
Umarła...chociaż była kochana
Umarła...choć sama kochała
Umarła...choć kilka dni temu siedziała ze mną na ławce w mokrym parku
Umarła...choć mówiła, że jest lepiej
Umarła...choć jadła...nawet delicje pomarańczowe jadła
Umarła...choć je uwielbiała
Zawsze zaczynała od suchego biszkopta Żeby za chwilę...móc delektować się głębią smaku galaretki
A mimo to...
Umarła
Odeszła
I zostawiła mnie samą!
I już mnie nie odwiedza, będąc choćby kroplą deszczu...
I nie spacerujemy już razem po mokrym parku...
I nie słuchamy już razem nocnych audycji studenckiego radia
Tuląc swoje głowy...i grzejąc stopy na starym grzejniku
Teraz sama jem delicje...
Te, z pomarańczową galaretką...
I tyję !