Nocne obłoki strącone zostały już przez pierwsze słoneczne promienie. Miliony ludzkich istnień budzi się do swej egzystencji. Tej przeciętnie wiejącej nudą, bądź zwyczajnym zmęczeniem materiału lub też pachnące świeżością, szczęściem oraz morzem finansowej rozpusty. I choć budziki brzęczą głośnym dzwonieniem, to łóżka wciągają ich z każdą sekundą coraz bardziej i bardziej. Już dawno powinni wstać… ich stopy powinny stąpać leniwie po miękkim dywanie i zmierzać w kierunku oddania porannego moczu. Następnie wejść na wagę i skontrolować samego siebie, by do ich luksusowego świata nie wkradło się zbyt dużo tłuszczyku. Zmierzając w kierunku kuchni w oczywistym ziewaniu nie dostrzegając uchylonych drzwi, uderzyć się w mały palec u nogi, bo niby od czego on jest, no przecież, że do tego, żeby się w niego rano uderzyć i obudzić przed wypiciem pierwszej kawy. Zasada, ze jaki poranek taki cały dzień nie prognozuje tego dnia pod pojęciem wyśmienitości.
Ada zaczyna swój dzień zupełnie zwyczajnie, tak jak pięćset innych poprzednich. Leży na lewym boku w czerwonej atłasowej pościeli, na swoim ogromnym łóżku wgapiając się w zdjęcie z Zośką i Kajtkiem, cała ich trójka ma na nim miny tak głupie, jakby przedawkowali krople żołądkowe. Zawsze chce jej się śmiać kiedy widzi to zdjęcie, świętowali wtedy dwudzieste urodziny Kajtka. Przewraca się na prawy bok, ściska mocniej poduszkę w białe groszki. Umieszcza stęskniony wzrok na szkicu namalowanym przez Kajtka, robiącym za obraz. Po chwili dołącza do niej głodny miałczący kot o imieniu na cześć głównej bohaterki filmu „Przeminęło z wiatrem” – Scarllet. Uwielbiają z Zośką ten dramat wypełniony różnorodnymi rodzajami miłości. Zachwycają się czarującym Redem Butlerem i jego zawadiackim wąsikiem.
Oglądają go, gdy któraś z nich ma FD( Fatalny Dzień). Zazwyczaj cała fala FD ma miejsce w okresie przed okresem, zwanym PSM… nazewnictwo można również odczytywać jako Pasmo Smutku Miłości szerzej rozumiany jako jej bezustanny brak. Daje upust myślom, które nazbyt natłoczyły się w jej głowie. Wstaje, zsuwa gołe stopy na miękki , puszysty, czerwony dywan, wzrokiem poszukując instynktownie kapci, w międzyczasie leniwie przeciąga się niczym kwiat japońskiej wiśni. Odsłania zasłony, złoto-diamentowy pył słonecznych promieni tańczył wtapiając się teraz w jej twarz, dotarł do każdego zakątka, zagłębienia, do każdej wyrazistej rysy. Po drodze do toalety nie uderzyła się wprawdzie w mały palec, niedobudzona włożyła stopę do kuwety. Świadomość kociej kupy na bosej stopie robi swoje. Efekt przebudzenia natychmiastowy. Zmiana kolejności, zamiast porannej kontroli tłuszczyku, po prostu prysznic. Zdjęła pidżamę, a właściwie nocna koszulkę, która ciało bardziej wietrzy niż okrywa, ale lubi ją, jest delikatna i nie przylega do ciała dając uczucie nagości a co za tym idzie całonocnego komfortu. Jest teraz szczęśliwie naga, otoczona swoim własnym ruchem gąbki, nieskrępowana lekkością pianki, nucąca „Ty masz dwadzieścia lat, ja mam dwadzieścia lat… przed nami siódme niebo”. Zmoczyła włosy, nakładając kokosowy szampon okrężnymi ruchami palców. Spłukuje je strumieniem letniej wody, kołyszącym taflą miękkiego szepczącego szumu. Jej ciało jest modelowe, przypomina kuszącą rzeźbę wyjętą spod dłuta jakiegoś słynnego włoskiego artysty, który tworzył w renesansie, uznając, ze kultem jego natchnienia jest właśnie ciało i wszystkie jego nadmierne doskonałości. Wychodzi spod prysznica, a wraz z nią para tańcząca niczym baletnica w za ciasnej spódnicy. Mokre ciało, po którym lekko spływają jeszcze aksamitnie orzeźwiające kropelki wody wciera balsam, o ciężkim i jakże intensywnym zapachu wanilii z lekką nutą makadamii. Włosy związuje białym ręcznikiem w ogromny turban, drugim otula się i przewiązuje wokół. Jeśli chodzi o Adę to jej nieodłącznym wrogiem jest waga, a w szczególności tłuszczyk, który zbiera się w okolicach bioder i ud. Oblewa je tak bezlitośnie, że stają się okrągłe. Walczy z nimi od jakiegoś 15 roku życia. Są jej kompleksem, podobnie jak małe piersi, których się wstydzi. Waga przypomina jej, że powinna mieć się na baczności, ograniczać słodkości i mieć z tego powodu mniej radości. Podejmuje wyzwanie, wchodzi niepewnie na tę szklaną wagę łazienkową, którą dostała od swojej MR ( Matki Rodzicielki) jako prezent bodajże na 22 urodziny. Jest na wadze i widzi… Dwie liczby, znaczy jedną cyfrę. Jest nią 60 równe 60. Ada nie lubi liczby 6, w liceum miała ten numer w dzienniku i przynosił jej potwornego pecha, szóstki w totka też nigdy trafić nie mogła, wiec od dawna nie gra. Zero również nie jest dla niej satysfakcjonującą liczbą. W szczególności jeśli chodzi o emocjonalny stan konta, a zwłaszcza przed 10 każdego miesiąca. Słynie ona z charakterystycznej dla prawdziwych kobiet nieoszczędności. 60 lubi tylko i wyłącznie pod postacią % jeśli jest to na przykład 60% mniej, czyli wyprzedaż, w szczególności jeśli chodzi o asortyment taki jak: buty, torebki, sukienki, bluzki, spodnie, biżuteria oraz wiele, wiele innych rzeczy, o których przeciętny mężczyzna nawet nie pomyślałby żeby kupić… Właściwie przeciętny mężczyzna nawet nie pomyślałby, że mógłby pomyśleć o tych przedmiotach, które zapewne wydają mu się podmiotem zbędnej materializacji i pomniejszania dorobku. Dla niego lepszą inwestycją byłoby pójście do kiosku i kupienie ordynarnego pisma pornograficznego, z kobietą, której piersi zostały napompowane w photoshopie, bez profesjonalnej obróbki. O dobrym guście oraz pojęciu wyższej elegancji, która jest w prawdzie zmaterializowana nie ma tu mowy. Nie wspominając, o tym, że ze strachu przed ukochaną po obejrzeniu wyzywających treści wyrzuci ją do koszu przed domem. Takie to męskie. Triumf męskości zbudowany przez XXI wiek.
Oglądają go, gdy któraś z nich ma FD( Fatalny Dzień). Zazwyczaj cała fala FD ma miejsce w okresie przed okresem, zwanym PSM… nazewnictwo można również odczytywać jako Pasmo Smutku Miłości szerzej rozumiany jako jej bezustanny brak. Daje upust myślom, które nazbyt natłoczyły się w jej głowie. Wstaje, zsuwa gołe stopy na miękki , puszysty, czerwony dywan, wzrokiem poszukując instynktownie kapci, w międzyczasie leniwie przeciąga się niczym kwiat japońskiej wiśni. Odsłania zasłony, złoto-diamentowy pył słonecznych promieni tańczył wtapiając się teraz w jej twarz, dotarł do każdego zakątka, zagłębienia, do każdej wyrazistej rysy. Po drodze do toalety nie uderzyła się wprawdzie w mały palec, niedobudzona włożyła stopę do kuwety. Świadomość kociej kupy na bosej stopie robi swoje. Efekt przebudzenia natychmiastowy. Zmiana kolejności, zamiast porannej kontroli tłuszczyku, po prostu prysznic. Zdjęła pidżamę, a właściwie nocna koszulkę, która ciało bardziej wietrzy niż okrywa, ale lubi ją, jest delikatna i nie przylega do ciała dając uczucie nagości a co za tym idzie całonocnego komfortu. Jest teraz szczęśliwie naga, otoczona swoim własnym ruchem gąbki, nieskrępowana lekkością pianki, nucąca „Ty masz dwadzieścia lat, ja mam dwadzieścia lat… przed nami siódme niebo”. Zmoczyła włosy, nakładając kokosowy szampon okrężnymi ruchami palców. Spłukuje je strumieniem letniej wody, kołyszącym taflą miękkiego szepczącego szumu. Jej ciało jest modelowe, przypomina kuszącą rzeźbę wyjętą spod dłuta jakiegoś słynnego włoskiego artysty, który tworzył w renesansie, uznając, ze kultem jego natchnienia jest właśnie ciało i wszystkie jego nadmierne doskonałości. Wychodzi spod prysznica, a wraz z nią para tańcząca niczym baletnica w za ciasnej spódnicy. Mokre ciało, po którym lekko spływają jeszcze aksamitnie orzeźwiające kropelki wody wciera balsam, o ciężkim i jakże intensywnym zapachu wanilii z lekką nutą makadamii. Włosy związuje białym ręcznikiem w ogromny turban, drugim otula się i przewiązuje wokół. Jeśli chodzi o Adę to jej nieodłącznym wrogiem jest waga, a w szczególności tłuszczyk, który zbiera się w okolicach bioder i ud. Oblewa je tak bezlitośnie, że stają się okrągłe. Walczy z nimi od jakiegoś 15 roku życia. Są jej kompleksem, podobnie jak małe piersi, których się wstydzi. Waga przypomina jej, że powinna mieć się na baczności, ograniczać słodkości i mieć z tego powodu mniej radości. Podejmuje wyzwanie, wchodzi niepewnie na tę szklaną wagę łazienkową, którą dostała od swojej MR ( Matki Rodzicielki) jako prezent bodajże na 22 urodziny. Jest na wadze i widzi… Dwie liczby, znaczy jedną cyfrę. Jest nią 60 równe 60. Ada nie lubi liczby 6, w liceum miała ten numer w dzienniku i przynosił jej potwornego pecha, szóstki w totka też nigdy trafić nie mogła, wiec od dawna nie gra. Zero również nie jest dla niej satysfakcjonującą liczbą. W szczególności jeśli chodzi o emocjonalny stan konta, a zwłaszcza przed 10 każdego miesiąca. Słynie ona z charakterystycznej dla prawdziwych kobiet nieoszczędności. 60 lubi tylko i wyłącznie pod postacią % jeśli jest to na przykład 60% mniej, czyli wyprzedaż, w szczególności jeśli chodzi o asortyment taki jak: buty, torebki, sukienki, bluzki, spodnie, biżuteria oraz wiele, wiele innych rzeczy, o których przeciętny mężczyzna nawet nie pomyślałby żeby kupić… Właściwie przeciętny mężczyzna nawet nie pomyślałby, że mógłby pomyśleć o tych przedmiotach, które zapewne wydają mu się podmiotem zbędnej materializacji i pomniejszania dorobku. Dla niego lepszą inwestycją byłoby pójście do kiosku i kupienie ordynarnego pisma pornograficznego, z kobietą, której piersi zostały napompowane w photoshopie, bez profesjonalnej obróbki. O dobrym guście oraz pojęciu wyższej elegancji, która jest w prawdzie zmaterializowana nie ma tu mowy. Nie wspominając, o tym, że ze strachu przed ukochaną po obejrzeniu wyzywających treści wyrzuci ją do koszu przed domem. Takie to męskie. Triumf męskości zbudowany przez XXI wiek.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz